poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 2

Dawid zapytał mnie czy nie sprawiałoby mojej mamie problemu gdyby cała ekipa włącznie z Dawidem odwieźliby mnie do domu. Wkurzało mnie to, że o wszystko muszę pytać mamy, mam już w końcu 17 lat! Ale ok, zadzwoniłam. Bałam się co powie, ale o dziwo nie miała nic przeciwko temu.
- I co? - zapytał.
- Mogę! - przytuliłam go tak mocno jak potrafiłam najbardziej.
Usiadłam z nim na końcu busa. Siedzieliśmy obok siebie, byłam oparta o jego klatkę piersiową, było tak fajnie. Jak para, ale przecież to nie mogłoby być możliwe.
Dawid objął mnie ręką, poczułam się jak w raju.
Nagle zapytał.
- Nie pytałem jeszcze ile masz lat. - zaśmiał się, tak jakby to pytanie było dla niego ważne, ale próbował to jakoś ukryć.
-Siedemnaście, po co Ci to? - zapytałam z ciekawością.
Nic mi nie odpowiedział, musnął mnie ręką po włosach i przytulił mocniej.
- Nie czuje się przy Tobie jak fanka, to chyba dobrze?
- Jasne, że tak, każdy z moich fanów wyrasta z tego darcia się na mój widok, jeden szybciej, drugi wolniej. Kocham Was takimi jakimi jesteście.
- Wszystkich bez wyjątku? - zapytałam.
- Wszystkich. - powiedział szepcząc mi do ucha.
Dojechaliśmy do mojego domu, nie miałam zamiaru wracać, w żadnym wypadku. Dawid zaprosił mnie na Facebook'u i podał mi swój numer telefonu.

Pod wieczór byłam totalnie zmęczona, w ostatniej chwili gdzie chowałam już telefon pod poduszkę, przyszła mi wiadomość anonimowa,
"Śpisz? :*"
nie wiedziałam kto to ale odpisałam.
"Nie, nie śpię. A tak w ogóle kim jesteś?"
 czekałam chwilę zanim odpisze, i jest! Kolejna wiadomość, już nie od anonimowego nadawcy,
"To ja, Dawid chyba pamiętasz jeszcze dzisiejsze wydarzenie na parkingu?"
odpisałam:
"Jasne, że tak jak mogłabym zapomnieć".
Napisał :
"Co z tym koncertem? Sobota wieczór? Przyjadę po Ciebie chyba nie boisz się jeździć skuterem, co?
A potem zapraszam do siebie"
W sobotę obchodziłam swoje urodziny, w dodatku 18, Dawid to wspaniały prezent.Odpisałam:
"Okej pasuje mi, nie, nie boję się :) "
Poszłam spać z myślą o wszystkim tak naprawdę, sobocie, urodzinach i... DAWIDZIE.

...




Rozdział 1

To wtedy miał być ten idealny dzień... był i nie był.
Mama po raz pierwszy pozwoliła mi jechać na koncert Kwiatkowskiego, z kasą nie było problemów chodziło raczej o to, że musiałam sama jechać.
Koncert miał być o 17:00, wstałam o 9:37.
Byłam tak mega podekscytowana, że chciało mi się od razu wstać z łóżka iść do toalety i się szykować, pomimo tego że koncert zaczynał się nieco później.
Autobus miałam na 16:05, były też późniejsze ale wolałam się nie spóźnić, ale się spóźniłam!
Kiedy dojechałam było już po koncercie. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, zaczęłam chodzić bez sensu, płakałam jak głupia. Idąc tak, znalazłam parking na którym stał bus Dawida, byłam prze szczęśliwa, bo miałam szanse go jeszcze zobaczyć. Nadal płakałam, ale już nie wiedziałam czy ze szczęścia czy smutku.
Nagle usłyszałam znajomy głos - Ej czemu tutaj siedzisz? - powiedział głos, prawie krzycząc.
Wstydziłam się podnieść głowę, byłam cała zapłakana, rozmazany miałam makijaż. Wyglądałam jak jakiś potwór.
- No podnieś głowę, jak masz na imię?
Wątpiłam w to, że mógłby to być Dawid, ale...
- Em, jestem Emilka - podniosłam głowę i znowu zaczęłam ryczeć TO BYŁ DAWID!
Wstałam szybko, płakałam, wtulona w niego.
- Przepraszam... - powiedziałam z lekkim niechceniem.
- Za co mnie przepraszasz??? - zapytał Dawid.
- Spóźniłam się na koncert, a przede wszystkim za to, jak wyglądam - powiedziałam śmiejąc się i jednocześnie płacząc.
- Ojej, wchodź do busa tam pogadamy, tutaj troszkę zimno się zrobiło.
Bez żadnych wahań zgodziłam się.
Bus w środku wydawał się jeszcze większy niż z zewnątrz był naprawdę, w powietrzu unosił się zapach perfum Dawida. Czułam się tam jak w pałacu, było w prost idealnie.
- To czemu się spóźniłaś?
- Tak się szykowałam, że przed samym wyjściem zapomniałam najważniejszych rzeczy, wracałam się parę razy.
Dawid podparł się, jakby nad czymś myślał, mój wzrok był skupiony tylko na Nim.
- Co za pech! Co powiesz na prywatny koncert hm...?
- Oh tak!
Wtedy zdałam sobie sprawę, że jednak to był najwspanialszy dzień w moim życiu.

...